Kiedy młodsze pokolenia mówią o „kulturze zap***dolu”, często brzmi to jak krytyka świata, który im zostawiliśmy. Ale dla mojego pokolenia – pokolenia X – to nie był „system wyzysku”. To była wolność. Praca była naszym biletem do Zachodu, symbolem samostanowienia i dowodem, że potrafimy. Dlatego lektura książki „Cześć pracy. O kulturze zap***dolu” Zofii Smełki-Leszczyńskiej okazała się dla mnie nie tyle inspirująca, co… niewygodna. Bo czytając ją, miałem wrażenie, że to książka o mnie. I nie występuję w niej w roli „pozytywnego” bohatera …
Pokolenie, które wierzyło w sens pracy
W dyskusjach o pokoleniach na rynku pracy mówi się dziś głównie o młodszych — o tych, którzy chcą teraz równowagi, sensu i bezpieczeństwa zdrowia psychicznego. Ale gdy czytałem „Cześć pracy”, coraz wyraźniej widziałem, że historia zaczyna się wcześniej. Że to my, pokolenie X, byliśmy wynalazcami kultury zap***dolu. Wchodziliśmy w dorosłość po 1989 roku, w świecie, który dopiero się tworzył. Budowaliśmy instytucje, uczyliśmy się kapitalizmu i demokracji, często z entuzjazmem nowicjuszy. Nie pytaliśmy, co firma zrobi dla nas — pytaliśmy, co my możemy zrobić dla firmy. Praca była naszym paszportem do wolności, a nadgodziny dowodem, że umiemy korzystać z nowego świata i angażujemy się w to. Wierzyliśmy, że jeśli damy z siebie wszystko, świat nam odpowie tym samym. I w jakimś sensie odpowiadał — szybkimi karierami, możliwościami, poczuciem sprawczości.
Kultura zap***dolu jako nowa forma zniewolenia
Zofia Smełka-Leszczyńska patrzy na to zupełnie inaczej. Dla niej kultura zapierdolu nie jest dowodem wolności, lecz nowoczesną formą zniewolenia. Nie brutalną, tylko miękką, przyjemną, podszytą psychologią i „dobrymi praktykami HR”. Autorka pokazuje, że praca coraz częściej przenika do wszystkich sfer życia — do języka, emocji, tożsamości. Mamy być nie tylko skuteczni, ale też „autentyczni”, „zaangażowani”, „pełni pasji”. Zamiast bata dostajemy motywacyjne cytaty, zamiast przymusu — coaching. W tej wizji firma nie tylko zarządza naszym czasem, ale i naszą duszą. Kiedy mówimy „kochaj swoją pracę”, „rozwijaj się” albo „traktuj zespół jak rodzinę”, mówimy językiem, który został zaprojektowany po to, byśmy dobrowolnie przekraczali własne granice. Dla autorki to właśnie jest istota kultury zap***dolu — ideologia, która sprawia, że sami stajemy się swoimi nadzorcami.
To książka o mnie! (i o wielu z nas)
Muszę przyznać, że czytanie tej książki było dla mnie doświadczeniem niekomfortowym. Bo w wielu momentach miałem wrażenie, że Smełka-Leszczyńska pisze właśnie o mnie. Jestem z pokolenia, które naprawdę lubi pracować. Które czuje, że praca daje poczucie sensu i samorealizacji. Moje talenty Gallupa — Responsibility, Relator, Developer, Empathy, Strategic — dokładnie to odzwierciedlają. Praca nigdy nie była dla mnie tylko wymianą czasu na pieniądze. To przestrzeń, w której czuję się sobą. I choć rozumiem krytyczną perspektywę autorki, trudno mi widzieć własne zaangażowanie jako narzędzie systemu. Może nie każda motywacja do działania jest efektem „ideologii korporacji”? Poza tym uważam, że korporacje nauczyły nas pracować i zarządzać i w tym sensie miały duży udział w transformacji Polski po 1989. To właśnie w tej niejednoznaczności książka okazała się najciekawsza — zmusza do myślenia, nie pozwala zająć wygodnej pozycji po żadnej ze stron.
„Cześć pracy” to książka, która potrafi wkurzyć, ale właśnie dlatego warto ją przeczytać. Pokazuje, jak bardzo współczesne „naukowe zarządzanie” przesiąkło ideologią — tyle że opakowaną w język empatii i wartości. Demaskuje firmowe mity, które brzmią dobrze, ale często służą czemuś innemu niż człowiekowi: „zespół jak rodzina”, „lider autentyczny”, „pasja zamiast wypalenia”, „rozwój bez końca”. Autorka szuka rozwiązań np. w uzwiązkowieniu, czego nie kupuję, ale daje coś ważniejszego: krytyczne myślenie o pracy. A to wcale nie jest oczywiste w świecie, w którym menedżerowie i HR mówią empatycznym pełnym troski o człowieka językiem.